niedziela, 9 grudnia 2012

Całkowicie załamana...

Witajcie!

Dziś nie będzie wstępu, ani niczego.
Po prostu niech wiersz przemówi sam za siebie, za mnie i za moje samopoczucie...


P.S Mam taki zastój w wenie, że ... Ahhh...

"Ból Miłości"
Ból wewnątrz mnie,

wciąż płonie żywym ogniem.
Stare rany,
wciąż otwierają się na nowo,
podsycając ból.
Ból, który nie chce odejść.
Ból, który rozrywa mnie od środka.
Ból, który podsycany jest,
każdą myślą o tobie.
Lecz, choć staram się ugasić pożar bólu,
myśli o tobie wracają,
podsycając gorący płomień.
Staram się o tobi nie myśleć,
lecz rzeczy, ludzie, muzyka...
To wszystko mi o tobie przypomina.
Najgorszy ból sprawia mi,
ujrzeć cię, z wiedzą,
że nie mogę wyznać co czuję.
Za każdym razem,gdy cię widzę,
powstrzymuję się od krzyku.
Krzyku rozpaczy.
RRozpaczy, która powoli ogarnia,
mój umysł i ciało.
Która woła o ciebie,
O twoją bliskość, o towją uwagę.
Na które nie mam co liczyć.
Więc tylko mocniej zaciskam zęby,
odgarniam włosy,
przełykam łzy,
aby ruszyć przed siebie.
Z przekonaniem, że miłości
nie wolno ufać.


Ten wiersz, nigdy nie miał wyjść na światło dzienne...
Więc pozostaje się pożegnać. A więc:


Do przeczytania:
Werka

1 komentarz: